Jak to śpiewa Beata Kozidrak z Bajmu „pojawiasz się i znikasz, i znikasz, i znikasz…”. Mowa o Red Dead Redemption (a także Halo Wars, Left 4 Dead 2, Tekken Tag Tournament 2 i Castlevania: Symphony of the Night) które to niespodziewanie pojawiło się we wstecznej kompatybilności na Xbox One w piątkowy wieczór.

Przez cały weekend tzw. „branża growa” nie pisała i nie mówiła o niczym innym tylko o owej niespodziance od Microsoftu. Niestety mało kto przypuszczał że euforia nie będzie trwać długo. Dzisiaj gry zostały ponownie usunięte z listy wstecznej kompatybilności Xboxa One, a MS ustami Majora Nelsona tłumaczy całą sytuację jako nieszczęśliwy wypadek, błąd przy testowaniu emulatora i chęcią dopracowania emulowanych tytułów. Pojadę trochę Maxem Kolonko, ale „moja ocena tej sytuacji jest taka”.

Po pierwsze. Nie wierzę w to że coś w tak dużej korporacji jaką niewątpliwie jest Microsoft dzieje się przez przypadek. Bardziej mi to wygląda na kontrolowany wyciek i próbę zwrócenia uwagi na Xboxa One. Szum w internecie, szum między graczami – poczta pantoflowa zadziała i cały misterny plan udało się zrealizować w stu procentach. Teraz hit Rockstar (razem z innymi grami) zniknął i znowu jest zamieszanie wokół pudła ze świecącym Xem z przodu. Tadaaa.

Po drugie. Owy incydent pozwala mi sądzić że cała ta lista kompatybilności wstecznej XO jest już gotowa od dawna, no bo skoro wystarczy jeden magiczny pstryczek elektryczek żeby daną grę ot tak dodać lub usunąć to nie może być inaczej. Całe to głosowanie graczy, listy przebojów który tytuł z poprzedniej generacji chcielibyśmy zobaczyć na XO w pierwszej kolejności jest moim odczuciu tylko mydleniem oczu, bowiem prawdopodobnie wszystko jest już przygotowane na tip top. Osoby które miały możliwość zagrania w Red Dead Redemption (a także pozostałe wspomniane we wstępie tytuły) na Łoniaku nie narzekały na kwestie techniczne, a wręcz przeciwnie, pojawiały się głosy że wszystko działało jeszcze lepiej niż na X360. Tadaaa.

Po trzecie. Microsoft zdaje się realizować ciekawa taktykę polegająca na robieniu niesamowitego zamieszania ze swojej wstecznej kompatybilności na XO. Już od pierwszych zapowiedzi tej „usługi” wygląda to zupełnie tak, jakby chciał poprzednią generacją wygrać obecną. Nie powiem, ciekawa strategia. Ale obawiam się, że to się nie uda… Ba dum tsss.