GeekGamer.pl

Piszemy o tym co nas kręci w sposób jaki nam odpowiada…

Branża Felietony Gry PlayStation Sprzęt

O królu, który głośno sapał, czyli jakim cudem PS4 „wygrało” 8 generację konsol

The Good, the Bad and the Success.

Siedem długich lat. Tyle dokładnie minęło od momentu kiedy pierwszy raz przyszło nam zobaczyć konsole Playstation 4 na evencie, który Sony zorganizowało w lutym 2013 roku. To jak bardzo udane było to wydarzenie docenić możemy dopiero po czasie, zwłaszcza w obliczu tego jak bardzo nieudolne są próby japońskiego giganta w promowaniu nadchodzącej, piątej już generacji Playstation. Właśnie ze względu na zbliżającą się wielkimi krokami premierę next-genów (o ile nie zostanie ona przesunięta z wiadomych przyczyn) oraz na wizerunkowe problemy jakie współcześnie przechodzi ta ukochana przez wielu firma, zdecydowałem się wam przypomnieć czasy, kiedy Sony co prawda nie umiało w chłodzenie, ale z całą pewnością umiało w marketing. 2013 rok zapisał się bowiem w historii jako jeden z najsprawniej przeprowadzonych blitzkriegów jaki widziała cała branża gamingowa i sami gracze.

Jak to się czasem mówi „każdą burzę poprzedza choćby względna cisza”, czy jakoś tak to leciało. Siedem lat temu w lutym nie doświadczyliśmy co prawda ciszy, jednak z całą pewnością był to dopiero wstęp, rozgrzewka, przystawka mająca nas przygotować na coś o wiele większego. Przyszło nam wtedy zobaczyć zarówno bryłę urządzenia, która przypominała dość charakterystyczne, szkolne gumki do mazania (lub jakby to powiedziała moja matematyczka: „graniastostosłup czworokątny pochylony”) oraz nową iteracje Dualshock’a, która w końcu odeszła od znanego wcześniej design’u (starsze modele potrafiły przyprawić mnie o ból dłoni na sam widok). Ujawniona została również podstawowa specyfikacja konsoli, która wywołała raczej mieszane odczucia wśród społeczności. Momentem, w którym cała ta historia nabrała pędu, tym który większość osób już wtedy uznała za koronację Playstation 4 na „króla generacji”, była czerwcowa konferencja Sony na Electronic Entertainment Expo (czy jak kto woli, po prostu „E3”). Japończycy co prawda nie pokusili się wtedy na powtórkę krótkiego i zwięzłego „299$”, które rozpoczęło podboje PSX’a 18 lat wcześniej, ale nie da się ukryć, że ich prezentacja była równie szydercza w stosunku do konkurencji. Najlepszym tego przykładem był (obecnie kultowy) kilkunastu sekundowy filmik o prostym tytule „Jak pożyczać gry na PS4”, który dosłownie opluł Microsoft i jego ówczesną politykę o przypisywaniu gier do konkretnego konta oraz wymogu stałego połączenia z internetem aby móc korzystać z kluczowych funkcjonalności Xboxa One. Sony jednak na tym nie poprzestało.

Moment, w którym internet stanął w płomieniach

W ciągu dwóch krótkich godzin fani usłyszeli praktycznie o wszystkim co miało stanowić prawdziwą siłę PS4. Nowa konsola okazała się nie tylko sprzętem mocniejszym pod względem suchej mocy obliczeniowej, ale i tańszym od swojego konkurenta. Japończycy za swoją konsolę zażądali zaledwie 399$ (u nas cena orbitowała w okolicach 1800 zł), podczas gdy cena Xbox’a One była o pełne 100 dolarów wyższa. Skoro już wspomniałem o Xbox’ie, to nie mogę pominąć kwestii dostępności, o której wielu czytelników może już nie pamiętać. Premiera XONE zarówno w Polsce jak i w 25 innych krajach odbyła się dopiero rok po wypuszczeniu konsoli na „główne rynki zbytu” (rynek między innymi amerykański, niemiecki, francuski czy brytyjski). Debiut PS4 nie doświadczył tego typu problemów. W większości krajów konsola pojawiła się na przełomie listopada 2013 roku. Nie trudno się domyśleć, który sprzęt poradził sobie w okresie świątecznym lepiej.

Wielu z was może teraz zapytać „Ale czemu nie wspomniałeś jeszcze o grach i funkcjach?”, a ja grzecznie odpowiem, że powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że przez pierwsze lata życia, żadna z konsol nie błyszczała w tych kategoriach. Oferta startowa Sony była jedną z ich najgorszych (jeden Resogun wiosny nie czyni), a Microsoft niestety nie pozostawał sporo w tyle. Produkcje pokroju Knack’a, Killzone’a Shadow Fall czy też Forzy Motorsport 5 może i pokazywały jak piękną oprawę graficzną były w stanie wygenerować nowe wówczas konsole, jednak żadna z nich nie zdołała podbić serc graczy i krytyków. Sytuacja zmieniła się dopiero w 2015 roku, kiedy zespoły należące do SIE (Sony Interactive Entertainment) oraz developerzy 2nd party postanowili wejść w trwający do dzisiaj szał tworzenia świetnych, wysoko budżetowych tytułów ekskluzywnych. Tak jak dobra cena i marketing napędzały sprzedaż Playaka przez pierwsze półtora roku, tak szumne premiery pokroju Bloodborne, Uncharted 4, Persony 5, Horizon Zero Dawn, Spider-mana, God of War’a, Death Stranding, Dreams i wielu innych przesądziły o długotrwałym sukcesie konsoli.

Od premiery w 2013 do dziś w dłonie konsumentów powędrowało ponad 109 milionów egzemplarzy Playstation 4. Jest to wynik potencjalnie większy o 68 milionów od konkurencji. Słowa „potencjalnie” używam, ponieważ Microsoft od lat nie udostępnia już danych dotyczących sprzedaży swojego sprzętu. Dzięki przybliżonym statystykom, które udostępniło AMD, wiemy że obie konsole rozeszły się łącznie w nakładzie przekraczającym 150 milionów sztuk. Teoretycznie zatem sprzedaż XONE powinna oscylować w okolicy 41 milionów egzemplarzy. Dogłębniejsze obliczenia pozostawię analitykom. Co jest jednak pewne to fakt, że PS4 na ten moment plasuje się na (paradoksalnie) czwartej pozycji w rankingu najlepiej sprzedających się konsol w historii.

Co było do opowiedzenia już opowiedziałem, co było do pochwalenia już pochwaliłem, nadszedł w końcu moment aby nawiązać do tytułu tego jakże porywającego eseju (felietonu?). Triumf PS4, o którym rozpisuje się tak namiętnie nie obszedł się jednak bez licznych wpadek i ofiar, z czego ta druga grupa składała się głównie z osób posiadających ten sprzęt. Jako użytkownicy i gracze powiedźmy o tych wtopach razem, jak jeden mąż…czwarta generacja Playaka (w szczególności wersja FAT lub PRO) sapie niemiłosiernie nawet mimo niewielkiego wysiłku, a potrafi przy tym generować więcej hałasu niż startujący Boeing lub dziesięć odkurzaczy zamkniętych w jednym pomieszczeniu z dobrą akustyką. Ponadto wiele serwisów i usług oferowanych przez Sony, w tym PS Now i Remote Play, nie są w Polsce dostępne bądź ich funkcjonowanie pozostawia wiele do życzenia. Nie mają one też one startu do Xbox xCloud oraz Xbox Game Pass, które w ostatnich latach dostarczył nam Microsoft. Z grami też bywało różnie. Wiele premier takich jak Driveclub, The Order 1886, Gran Turismo Sport czy też Days Gone zadebiutowało w tragicznym stanie technicznym lub nie spełniło oczekiwań krytyków. Nie zapomnijmy też o fakcie, że Sony ma w zwyczaju cenzurować japońskie produkcje, połowa akcesoriów do konsoli została zamieciona pod dywan na chwilę po premierze, bateria w padzie ma żywotność kilkukrotnie krótszą od chorowitej muszki owocówki, a sam pad późnymi wieczorami może służyć za latarkę, dzięki wbudowanemu w bryłę światełku bożemu, którego nie da się wyłączyć bez majsterkowania.

Podsumowując, czy sukces PS4 naprawdę polegał tylko na dobrym marketingu, bibliotece dobrych tytułów i genialnym wykorzystaniu błędów konkurencji? Plus minus tak, choć oczywiście wpłynęło na to wiele innych czynników. Czy konsola była tak rewolucyjna jak obiecywano? Nie, nikt się tego też raczej nie spodziewał. Czy obeszło się bez problemów? Nie, o nich możemy usłyszeć przy każdym odpaleniu konsoli. Czy pamięć o tym sprzęcie przetrwa próbę czasu? Tak, gdyż wątpię aby ktokolwiek zapomniał króla, który sapał tak cholernie głośno.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Gry wideo towarzyszą mi praktycznie od zawsze. Wiem, że jest to bardzo powszechne stwierdzenie, jednak trudno uznać je za nadużycie w kontekście osoby, która urodziła się w podobnym okresie co najbardziej legendarne konsole stacjonarne. Kiedy gry stały się moją pasją? W momencie kiedy rozegrałem swój pierwszy pojedynek na starym automacie z drugą częścią Mortal Kombat. Automacie, który wraz z swoimi przyjaciółmi znalazłem w ośrodku wypoczynkowym, w którym odbywały się kolonie katolickie. Jak sami się domyślacie, od tamtego momentu nie było już dla mnie drogi powrotnej.